czwartek, 26 października 2006
Nie piszę, bo
Nie piszę, bo... coraz mniej mnie to wszystko interesuje. Właściwie to nie interesuje mnie wcale. WSI, Lesiak, UOP, SB, rozliczenia, lustracja, układy, Dziwisz to, Zalewski tamto... Nic z tych rzeczy i nikt z tych osób mnie nie zajmuje.

Do tego dochodzą względy estetyczne. Artykuły prawicowych ideologów o martyrologii PC z początku lat 90., fotoedytorzy ilustrują zdjęciami Braci i członków ich układu z tego czasu. Nie chce mi się patrzeć na te wąskie, przekrzywione krawaty, rozchełstane koszule, te niedobrane garnitury i te polskie wąsy. Bracia w swoim naturalnym stroju są jeszcze bardziej odpychający, niż ich wersja ubrana i uczesana przez Bielana i Kamińskiego.

To kolejny sukces Kaczyńskiego i jego pretorian: coraz więcej obywateli wykluczają z życia publicznego.
Uciekamy w prywatność, w której nikt nie będzie dręczył nas opowieściami o szafach i stolikach. Ale nie mam złudzeń, że i tu ONI będą chcieli wejść ze swoimi brudnymi buciorami. To się już zaczyna: odmawiają nam prawa kierowania się racjonalnym światopoglądem - musimy wierzyć w kreacjonizm. Chcą rejestrować związki nieformalne (kiedy opaski na ramię?).

Katoliccy fundamentaliści - czyli jakieś 80 proc. polskiego sejmu - chcą wpisać do konstytucji całkowity zakaz aborcji. Równym krokiem maszerujemy ku państwu totalitarnemu.

Wszędzie tylko liberałowie i konserwatyści. Dla lewicowców nie ma miejsca w tym kraju.

Wypowiedziałem telewizji kablowej umowę o świadczenie usług. Nie czytam prawicowych gazet koncernu AxelSpringer Polska, Wyborczą i Politykę tylko przeglądam w pracy i na http://www.gazeta.pl. I jest mi lepiej bez tego bełkotu o prawdzie, która ma mnie wyzwolić.

Czy będę jeszcze pisał? Nie wiem! Z jednej strony - chciałbym, ale widzę potrzebę zmiany formuły tego bloga: może więcej tematów społecznych, kulturalnych?

Na razie zamierzam uważnie przyjrzeć się postaci Hugo Chaveza i wyrobić sobie o nim zdanie. Nie ukrywam, że pociąga mnie ta postać i jego osiągnięcia, a samo określenie rewolucja boliwariańska ma w sobie dla mnie coś magicznego, pociągającego. Z drugiej strony ta przyjaźń z Łukaszenką i Kimem...
Jeśli dojdę do ciekawych wniosków, dam znać :-)

P.S. W wyborach samorządowych zagłosuję na Zielonych 2004 (z przekonaniem) i na Marka Borowskiego (bez przekonania).
22:28, meta-kris , Misc
Link Komentarze (15) »
środa, 18 października 2006
Pomysły Kaczyńskiego na rozwój internetu w Polsce
Tytuł notki jednoznacznie zapowiada, że będzie ona krótka. Bo ile można napisać o czymś, co nie istnieje?

Z taką energią lustrują, przeglądają szafy i teczki. Z zapałem rozliczają i szukają haków. Tymczasem gdy na każdych 100 mieszkańców krajów OECD przypada 13 szerokopasmowych łączy internetowych, to na 100 Polek i Polaków przypada tylko 5 szybkich łączy. Wyprzedzają nas Czechy i Estonia, o tak nowoczesnych krajach jak Korea Południowa czy Szwecja nie wspominając.

Chciałbym żyć w kraju, w którym premier zamiast przez większą część dnia grzebać w szafie, zastanawia się jak zniwelować różnicę między tą fatalną "5" a "13". Założę się jednak, że Kaczyński nie ma nawet bladego pojęcia, jak bardzo odstajemy od nowoczesnego świata.

Najwyższy czas zlustrować lustratorów. Nie, nie zaglądajmy do ich teczek.  Lepiej zlustrujmy ich osiągnięcia w rozwoju w Polsce nowoczesnych technologii!
14:52, meta-kris , Misc
Link Komentarze (11) »
środa, 04 października 2006
Skazani na klęskę
Cóż za sensacja. Czytelnicy prasy dostaną wkrótce to, czego tak bardzo im brakuje: kolejny dziennik konserwatywno-narodowy! Za nowy projekt Polskapresse odpowiada stara, sprawdzona drużyna: Tomasz Wróblewski (dawniej "Newsweek") i Paweł Fąfara (byłe "Życie"). Co na to lewica? Uruchamia "Trybunę Robotniczą". Szkoda tylko, że już z opisu projektu wynika, że jest on skazany na porażkę.

Ponoć Wróblewski odszedł z Axel Springer Polska, bo wkurzył się, że nowym prezesem wydacy tak wybitnych tytułów jak "Fakt", "Der Dziennik" czy "Sekrety Serca" został Florian Fels, a nie on. Ale nie ma co płakać po utraconym stołku, bo Polskapresse zaoferowała panu Tomaszowi zadanie niezwykłe i jakże nowatorskie w naszych warunkach: stworzenie nowego, konserwatywnego dziennika, który wzmocni wydawane przez ten koncern gazety regionalne.

Prasa konserwatywno-narodowa się umacnia, a na lewo od centrum - czarna dziura. Trudno bowiem uznać, jak chciałyby prawicowe oszołomy, "Gazetę Wyborczą" za medium lewicowe (nawet nie ma co wspominać o takich inicjatywach, jak dodatek o "cudach" Jana Pawła II, czy o propagujących jadowity neoliberalizm tekstach Witolda Gadomskiego).

Od lat czekam, aż na rynku pojawi się liczący się lewicowy dziennik, albo chociaż tygodnik, bo póki co, trudno uważać "Przegląd" za równoprawnego konkurenta "Newsweeka" czy szmatławca Marka Króla. Pomijając nieliczne tekst, jest to po prostu czasopismo nudne i nieatrakcyjne.

Dziś jednak czytam (w Wyborczej, zresztą), że powstaje nowy, lewicowy tygodnik opinii - "Trybuna Robotnicza" i nie mogę wyjść z podziwu, z jakim zapałem lewica bierze się za przedsięwzięcia, które już na starcie skazane są na podzielenie losu Syzyfa.

Weźmy już sam tytuł: "Trybuna Robotnicza"? Trybuna? Ble... Robotnicza? Świetnie, tyle że robotników już praktycznie nie ma (nie sądzę, by np. pracownicy Biedronki czy Carrefoura określali się w ten sposób), a wykwalifikowani fachowcy (murarze, glazurnicy i mechanicy) mają się dużo lepiej, niż zastępy łże-elit, zasuwające po studiach za 1,2k brutto i nie myślą o rewolucji, a co najwyżej o nowej bryce. Pojęcie klasy robotniczej jest dziś nieaktualne - ofiary wyzysku pracują dziś często w garniturach.

Czy naprawdę nie sposób wymyślić sensownego, intrygującego i przemawiającego do szerszego audytorium tytułu i trzeba sięgać po tradycje skompromitowanej, pzprowskiej prasy?

Dalej czytamy, że "TR" ma mieć 16 stron formatu A3. Kto poważny wydaje dziś tygodniki w takim formacie? Hasło przewodnie nowego tytułu to także przykład genialnego copywriting'u: "Inny świat jest możliwy, inna Polska jest konieczna, inna Trybuna już jest!". Inny, inna, inna. Jest, jest, jest. Lecę zapisać się na listę kolejową do kiosku, żeby i dla mnie został choć jeden egzemplarz.

Takimi działaniami lewica nigdy nie wyjdzie poza margines życia publicznego, a w mediach głównego nurtu rolę "lewicy" nadal będą pełnić Oleksy, Szmajdziński, Miller...

Trudno dziś wydawać liczącą się gazetę, nie mając góry pieniędzy, więc amatorszczyzna redaktorów "TR" jest po części zrozumiała. Zadziwiające jest jednak, że duże firmy medialne wciąż biją się o tego samego, głosującego na PiS i PO czytelnika, nie zauważając milczącej większości: odrzucającej konserwatywne wartości w życiu prywatnym, proeuropejskiej, o socjalnych przekonaniach gospodarczych. Czy to "Wyborcza", "Dziennik", czy "Rzeczpospolita", wszędzie możemy przeczytać, że Bush jest cool. A może dla odmiany choć jeden tytuł, który napisze, że cool jest Chavez?

Czy lewicowe ideały można pogodzić z pracą dla masowego tytułu, funkcjonującego w warunkach ostrej, wolnorynkowej konkurencji? Myślę, że jest to możliwe, czego dowodzą takie tytuły jak Libération czy The Guardian. Środowiska zbliżone do "TR" pewnie zarzuciłyby takiej inicjatywie "zdradę ideałów", ale cóż - jeśli chce się trafić ze swoją opcją ideową do szerszej opinii publicznej, warto iść na kompromis (To takie dziwne słowo, które w świecie zachodnim ma konotacje pozytywne, a u nas jest synonimem "zdrady". Gdy umiera Amerykanin, mówią nad jego grobem: całe życie był człowiekiem kompromisu, z kolei gdy chcą pochwalić zmarłego Polaka, mówią: całe życie był człowiekiem bezkompromisowym). A pisząc już całkiem cynicznie: myślę, że na dobrze prowadzonym, lewicowo-kontestującym tytule, można po prostu dobrze zarobić.

Zaplecze intelektualne takiej hipotetycznej inicjatywy medialne też by się znalazło. Wystarczy sięgnąć po ludzi Krytyki Politycznej i Le Monde Diplomatique.
Czy znajdzie się odważny wydawca...?

P.S. W sobotę w Warszawie będą protestowały trzy partie katolicko-konserwatywne na raz. Część będzie ZA, część będzie PRZECIW, ale nikt już nie wie kto, co i dlaczego. Czyż to nie zabawne, że ludzie, którzy na dobrą sprawę mogliby się odnaleźć w jednym ugrupowaniu, pozorują przed społeczeństwem demokrację i pluralizm?

No nic, kto lubi, niech się w sobotę kopie z kaczkami - ja wyjeżdżam na kilka dni :)

17:47, meta-kris , Media
Link Komentarze (28) »
wtorek, 03 października 2006
"Major z TVN"
Co może zrobić partia skompromitowana nagraniem wideo, dokumentującym udział swojego funkcjonariusza w korupcji? Może na przykład przygotować amunicję złożoną z prawdy, półprawd i zwykłych kłamstw, którą zaatakuje wybraną ofiarę z obozu "przeciwnika".

Prawda płynie z ust Marka Kuchcińskiego, gdy mówi, że TVN jest orężem w ręku Platformy Obywatelskiej (a może na odwrót? PO orężem w ręku TVN?).

A reszta? Cóż - reszta nie jest niczym, czego nie można byłoby się spodziewać po PiS. Rzucanie oskarżeń przez anonimowych informatorów, zasłanianie się tajemnicą państwową, sugerowanie, że "wiemy, ale nie powiemy". Deja vu?

Przyznaję, że cel ataku partia Kaczyńskich wybrała idealnie. Dziennikarz, ale szerzej nieznany (znaczy - pociąga za sznurki zza kulis), o "niepolskim" imieniu i nazwisku, czyli - cudzoziemiec (a więc szerokie i wdzięczne pole do sugestii: jak i po co znalazł się w Polsce, kto mu dał obywatelstwo?), przypuszczalnie także mąż Małgorzaty Subotić, dziennikarki Rzeczpospolitej (a więc piękny zalążek "pajęczej sieci oplatającej itd.").

Załóżmy na chwilę, że Milan Subotić zainspirował - na zlecenie WSI - nagranie taśm prawdy. Czy to zmniejsza ich wiarygodność? Z czyjej inspiracji w takim razie działał Lipiński, korumpujący Beger? Z odpowiedzią na to pytanie poczekajmy jeszcze kilka dni. Być może właśnie doszliśmy do etapu, gdy - analogicznie jak w stalinowskiej Rosji - opętany paranoją Wódz zacznie wycinać swoich najwierniejszych pretorian?

Swoją drogą, to już druga taka afera z udziałem Suboticia. Pamiętacie wspólne rzekome(?) imprezowanie redakcji Teleexpressu z gangsterami przed dziesięcioma laty? Szefem tego programu informacyjnego był wtedy właśnie Subotić...
poniedziałek, 02 października 2006
Wytęż wzrok...
... i znajdź 10 szczegółów różniących Przywódców Partii i Narodu.





Podłość, małość, chamstwo, wykorzystanie państwowego przedsiębiorstwa do polit-agitki
... Oglądając wiec poparcia dla Kaczyńskiego, miałem poczucie, że przeniosłem się w czasie - jakieś 40 lat wstecz. Treść i forma pozostały praktycznie takie same - zmieniły się tylko środki przekazu: więcej koloru, transmisja w TVN24...

W poniedziałkowej albo wtorkowej prasie przeczytamy zapewne historie szantażowanych robotników: nie przyjdziesz wiecować za PiS, żegnasz się z pracą...

Ale słowa już wkrótce nie wystarczą. Władza przejdzie do czynów. Ciekawe tylko, czy najpierw wzburzony aktyw robotniczy - tak jak to było w marcu 1968 r. - zrobi porządek na uniwersytetach, czy może tym razem skuteczniejsze okażą się ścieżki zdrowia?

Na tę drugą okoliczność, warto podsunąć Naszemu Premierowi pewnego gotowca. Po drobnych przeróbkach będzie jak znalazł:
"Trzeba załodze tych czterdziestu paru zakładów powiedzieć, jak my ich nienawidzimy, jacy to są łajdacy, jak oni swoim postępowaniem szkodzą krajowi. Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem, a nawet jeśli zażądacie wyrzucenia z zakładów elementów nieodpowiedzialnych - tym lepiej dla sprawy. To musi być atmosfera pokazywania na nich jak na czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami, że w ogóle na świecie chodzą"

To przerażające, że bez trudu możemy wyobrazić sobie słowa komunistycznych aparatczyków w ustach Jarosława Kaczyńskiego - człowieka, który przecież walczył z tamtym ustrojem. Dziś, niestety, sięga do jego najpaskudniejszych metod, czego dowodem niedzielny wiec w gdańskiej stoczni.

piątek, 29 września 2006
Kaczyńscy: nieustraszeni pogromcy Wampirów?
Ponad 90 tys. widzów w ciągu roku, bilety wykupione na kilka tygodni naprzód i nagle - u szczytu popularności - 22 października z afisza Teatru Roma ma zejść musical "Taniec Wampirów". Czy maczali w tym palce bracia Kaczyńscy? Wiele pozwala podejrzewać, że tak.

Świetnie przetłumaczone libretto, miesiące ciężkich prób, 3,3 mln zł wydane na produkcję przedstawienia i kostiumy uszyte z 7 km materiałów...

"Od strony wizualnej spektakl też zaćmiewa wszystko, co dotąd widziano w tym teatrze. Scenografia Borisa Kudlicki łączy się w spójną całość z animacjami Piotra Dumały, tak że nie do końca wiemy, które elementy dekoracji istnieją realnie, a które tylko rzutują projektory." - pisał rok temu WO - "To ta sama historia o konfrontacji Wschodu i Zachodu, ale opowiedziana przez kogoś, kto zbyt dobrze zna Wschód, by się nabrać na jego pokusy, ale jednocześnie zna też Zachód na tyle, by wiedzieć, ile warte są jego ideały w praktyce."

I wszystko to na nic! Ledwie rok po premierze, fantastyczny musical schodzi z afisza (dla porównania, Metro jest grane już blisko 16 lat)! Dlaczego? Oficjalnie, z powodu nie przedłużenia licencji przez autorów (muzyka - Jim Steinman, libretto - Michael Kunze).

Są jednak pewne przesłanki, zachęcające do zajrzenia na drugie, nieco ukryte dno. Cofnijmy się więc na chwilę do września i października 2005 r. W najlepsze trwa bitwa o władzę, 25 września Kaczyńscy biorą parlament, 23 października - Pałac Prezydencki. W tym samym czasie, pełną parą idą ostatnie przygotowania do premiery Tańca Wampirów. Wtedy też, nad przedstawieniem objął patronat nie kto inny, jak Lech Kaczyński - wówczas prezydent Warszawy (razem z nim, przedstawieniu patronował minister kultury Waldemar Dąbrowski)

Wygląda na to, że Kaczyński mniejszy nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, nad czym obejmuje patronat i dziś bracia próbują odwrócić tę niezręczność. W musicalu są bowiem poruszone co najmniej dwa wątki, stojące w ostrej sprzeczności z poglądami braci.

1. Wątek homoseksualny, czyli kwestia, jak wiadomo, szczególnie drażliwa dla Jarosława.

Tak śpiewa gej Herbert, syn Księcia von Krolocka, w dialogu z zakochanym w Sarze Alfredem:

HERBERT:
Masz być dla mnie miły, bo bawić się chcę.
Ta bladość... Czy czujesz się źle?

ALFRED:
Ależ nie! Jestem zdrów!

HERBERT:
Przyjacielu, gorączka to jest.
Marsz zaraz do łóżka! Sam wezmę cię tam.
Wszak widzę, że drżysz, mon cheri.

(...)

HERBERT:
Te Twoje oczy...

ALFRED:
Co oczy?

HERBERT:
I rzęsy tak długie, tak długie i jasne jak len...
Tak, dziś jest tu bal: muzyka gra, przy świetle świec ty i ja.
Będą romanse, niuanse...
W ramiona Cię wziąć i zatańczyć na smierć,
w taką noc...

2. Wątek drugi, czyli antychrześcijańska, śpiewana z pasją piosenka, mówiąca, że:

"Umarł Bóg, nie potrzebuje Go nikt
Wszak to przekleństwo, by wiecznie móc żyć
Zło nas oślepia i złudny nasz blask
Pogardzać nadzieją, nie wstydzić się kłamstw
Kochać nienawiść to być jednym z nas"

3. W "Tańcu Wampirów" można znaleźć więcej antykatolickich i antypisowskich smaczków. Ot, chociażby karczmarz, który zdradza żonę, ale bije córkę, bo podejrzewa ją o zainteresowanie seksem. Zestaw zachowań gwarantujący przyznanie w ekspresowym tempie tytułu Prawdziwego Polaka... Problem jedynie w tym, że ów przedstawiciel branży hotelarsko-gastronomicznej, jest narodowości żydowskiej.

Czy za zejściem z afisza "Tańca Wampirów" stoją Kaczyńscy lub inni pisowcy? Póki co, ani dyrekcja teatru, ani sami bracia nie wypowiadają się w tej kwestii, ale nie sposób nie zadać pytania: cui bono? W czyim interesie jest, by pełnione przez pisowców stanowiska ministra kultury i prezydenta Warszawy nie pojawiały się w kontekście "antyreligijnego i promującego homoseksualizm" spektaklu?

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo brak w tej sprawie oficjalnych wypowiedzi. Tłumaczenie się nie przedłużeniem licencji wydaje się jednak mało przekonujące: Wampiry grano dłużej chociażby w Wiedniu, Hamburgu czy Sztutgarcie.

Za to żyjąc w realiach IV RP, bez trudu potrafię wyobrazić sobie telefon Wiadomo-Skąd do dyrektora Romy: "po cichu zdejmiecie Wampiry, a my za to nie zdejmiemy was ze stołków i nie obetniemy dotacji"...

P.S. Czas zdjąć logo "Głosując na PiS, głosujesz na Samoobronę". Trochę szkoda, bo ładnie mi się komponowało ze stroną. Może warto stworzyć coś bardziej aktualnego, np. "Głosując na PO, popierasz program PiS"?
01:33, meta-kris , Misc
Link Komentarze (21) »
czwartek, 28 września 2006
Obleśniaki atakują
W imię rewolucji moralnej, obleśne typy handlują między sobą stanowiskami. Tak wyglądają nowe, ponoć nie-łże, elity IV RP: cwaniaczki, które nie potrafią sklecić jednego poprawnego zdania po polsku, wmawiają nam, że budują nową, lepszą Polskę. W swoim bezczelnym cynizmie przypominają złapanego na gorącym uczynku złodzieja, który głośno krzyczy: "łapać złodzieja!".

Ostatnie tygodnie to w polityce sezon na prawdę. Na Węgrzech premier opowiada, że kłamał rano, w dzień i w nocy, a w ojczyźnie ziemniaka Lipiński nie nadąża z notowaniem listy stołków ("nie rozmawiamy o stanowiskach, liczy się program") dla kumpli Beger. Do kompletu brakuje już tylko Busha, śmiejącego się ze świetnego interesu zrobionego w Iraku: trochę krwi frajerów, a tyle cennej ropy (plus obowiązkowy Polish joke).

Układ IV RP wściekle się broni (dziękujemy Ci, premierze Kaczyński, za stworzenie języka, ułatwiającego opisanie tego, co robicie) przed taśmami prawdy. Także "niezależni publicyści" przystąpili do obrony swoich mocodawców. Oto niezawodny Ziemkiewicz bagatelizuje:

"Wątpię, by przeciętny Polak był w stanie długo się tym żałosnym spektaklem przejmować."

Zdaniem Niezależnego Publicysty, PiS jest usprawiedliwiony, bo "wszyscy" tak robili i robią. To naturalne - obwieszcza Ziemkiewicz. I pomyśleć, że jeszcze niedawno jego koledzy na dziesiątkach stron wyjaśniali w Newsweeku, że podstawą sukcesu PiS było zanegowanie podwójnych standardów moralnych lewicy, niezłomne i zdecydowanie odrzucenie zgniłych kompromisów... Jaki z tego morał? Tylko taki, że zmiana poglądów o 180 stopni to dla prawicowych publicystów żaden problem.

Chyba nie muszę przy tym dodawać, że pisząc o "żałosnym spektaklu", Ziemkiewicz nie miał na myśli swoich kolegów z PiS, ale działania TVN?

Ale zostawmy te pożałowania godne ekscesy, nie rozmawiajmy o stołkach, porozmawiajmy o programie. Na przykład o Tanim Państwie. Przedwczoraj miałem okazję zobaczyć na własne oczy Tanie Państwo - rzecz jasna nie w Polsce, ale w jednym z państw Europy Zachodniej. Otwarcie nowej inwestycji, w której uczestniczyło ok. 200 osób, uświetnił sam Premier Taniego Państwa (PTP). Przyzwyczajony do bizantyjskiej oprawy "gospodarskich wizyt" nawet podrzędnych polskich polityków, zacząłem się rozglądać za podążającą za PTP świtą doradców. Nikogo! To może chociaż 15 borowców, w obowiązkowych ciemnych okularach? Też nie - ochronę stanowiło dwóch policjantów z lokalnego komisariatu (zresztą stali przed drzwiami, a nie w środku).

Pewnie zaraz zaczną się płaszczyć i dziękować "szanownemu panu premierowi, że znalazł chwilę czasu, by nas odwiedzić" - pomyślałem. Jednak poza "szanowny panie premierze, drodzy goście" jego obecność nie została zaznaczona przez trzech, poprzedzających go mówców (wyobrażacie sobie, żeby jakiś tam dyrektor produkcji przemawiał przed Kaczyńskim?!).

O tym, że PTP przemówił perfekcyjną angielszczyzną, a inwestycja nie została poświęcona przez "jego ekscelencję, księdza arcybiskupa", nie warto nawet wspominać... Cóż, jedni mają tanie państwo, a inni - rewolucję moralną, Lipińskiego i Kaczyńskich. Co kto woli.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7